Mieszkając w akademiku
Moja współlokatorka vel. Rychu [ma tak kobiecy głos jak Ryszard Rynkowski] ma dziwne pojęcie o myciu podłogi. W zależności od jej humoru zmywa wybrane fragmenty, najczęściej są to obszary, po których stąpa czyli okolice łóżka, biurka i lodówki.
Dziś się nam poszczęściło. Umyła ją całą! Jednak zastosowała niecodzienną technikę. Zamiast dodać płyn do wody, rozlała 3 nakrętki na podłogę i jeździła po niej szmatą. Wali tutaj jednocześnie jak w kwiaciarni i wiejskiej drogerii. Zmieniam zdanie, teraz wali starą szmatą i konwalią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz