7:40 - ruszyłyśmy z GaBoo w podróż do Wrocławia. W międzyczasie okazało się , że 6 godzin w busie to całkiem sporo ,a niektórzy kierowcy potrafią być mówiąc najdelikatniej nieuprzejmi :] (w tym miejscu pozdrawiamy serdecznie )
W końcu , gdy przybyłyśmy na miejsce lekko spóźnione, okazało się , że orkiestra spieprzyła, kwiaty zwiędły,a w skład komitetu powitalnego wchodził przemarznięty Hubert, który od tej pory był naszym dzielnym przewodnikiem opowiadającym liczne "anegdotki i ciekawostki" i zostałyśmy odeskortowane na Daszyńskiego.
A tam poznałyśmy Yacina - specjalistę od popychających się robotów, który testował ogumienie ^^ wraz z kolegą swym Łukaszem. Dostałyśmy z GaBoo pozwolenie na zaprojektowanie wizualnej części projektu. Jedyne ograniczenie jakie zostało nam narzucone przez głównodowodzącego to to ,że materiał musi zakłócać sensory.
Kolejnym punktem programu było analizowanie arcydzieła, które zdobiło ścianę. Niestety autor jest nieznany, ale musi być to ktoś pokroju Nostradamusa, ponieważ przewidział on skutki globalnego ocieplenia na wiele lat przed naukowcami. Lodowce zaczną się topić, a poziom wody zacznie się podnosić. W skutek czego reniferowi z przerażenia puściły zwieracze :)
W końcu pojawił się Michał i udaliśmy się na "spacer". Najpierw udaliśmy się do Spiża, gdzie Hubertowi tradycyjnie nie dano chleba ze smalcem - cóż.

Później przenieśliśmy się do Zmierzchu do Świtu, które jak trafnie zauważył Yacine otwarte jest od zmierzchu do świtu, gdy został zapytany o godziny otwarcia. Ta noc szybko zleciała, a nawet zdążył rozpocząć się nowy dzień. Na nieszczęście Huberta, który miał rano betony.
W związku z tym , gdy z GaBoo odespałyśmy udałyśmy się na lans w stronę kredek. (serdecznie pragniemy pozdrowić zajebistego Pana Przewodnika)
Ano i trzeba oddać hołd Gabi, która piła czystą whiskey. I powiedzmy sobie szczerze nikt nie dawał jej rady. Trzeba dodać , że Dobranocka Gieruna miała wieczorem swój odczyt, który wygłosił Yacine, ponieważ tak :P. Podumowanie : w stylu Gierka, fajne (;
A następnego dnia pakowanie, umieranie GaBoo [ale nie z powodu spożytego w nadmiarze alkoholu] i oglądanie whose line [kocham!] , a później spacer na dworzec i panika , gdy zobaczyłyśmy , że nas bus rusza. Miny nasze i chłopaków były zapewne bezcenne.Tak, tak to wszytko przez ten zły urok , który przyczynił się do tego ,że w pewnym momencie bus zgasnął , a właściwie jego silnik i ni chu chu nie chciał odpalić. Jednak ostatecznie dotarłyśmy w całości do domu , mimo , że kierowca usilnie starał się urwać koło wjeżdżając w każdą możliwą dziurę.
Całość podsumowujemy na plus.
A horoskopy z cosmo się sprawdzają. A i nie zapomnijcie pobudzać swoich nosów i sutków :)
Piona!