poniedziałek, 29 marca 2010

O dupach.

Jeśli ktoś ma Cię w dupie to bez pomocy jego zwieraczy się nie wydostaniesz , więc będziesz siedział tam tak długo ,aż Cię nie wysra.

niedziela, 16 marca 2008

Wrocław

7:40 - ruszyłyśmy z GaBoo w podróż do Wrocławia. W międzyczasie okazało się , że 6 godzin w busie to całkiem sporo ,a niektórzy kierowcy potrafią być mówiąc najdelikatniej nieuprzejmi :] (w tym miejscu pozdrawiamy serdecznie )

W końcu , gdy przybyłyśmy na miejsce lekko spóźnione, okazało się , że orkiestra spieprzyła, kwiaty zwiędły,a w skład komitetu powitalnego wchodził przemarznięty Hubert, który od tej pory był naszym dzielnym przewodnikiem opowiadającym liczne "anegdotki i ciekawostki" i zostałyśmy odeskortowane na Daszyńskiego.

A tam poznałyśmy Yacina - specjalistę od popychających się robotów, który testował ogumienie ^^ wraz z kolegą swym Łukaszem. Dostałyśmy z GaBoo pozwolenie na zaprojektowanie wizualnej części projektu. Jedyne ograniczenie jakie zostało nam narzucone przez głównodowodzącego to to ,że materiał musi zakłócać sensory.

Kolejnym punktem programu było analizowanie arcydzieła, które zdobiło ścianę. Niestety autor jest nieznany, ale musi być to ktoś pokroju Nostradamusa, ponieważ przewidział on skutki globalnego ocieplenia na wiele lat przed naukowcami. Lodowce zaczną się topić, a poziom wody zacznie się podnosić. W skutek czego reniferowi z przerażenia puściły zwieracze :)

W końcu pojawił się Michał i udaliśmy się na "spacer". Najpierw udaliśmy się do Spiża, gdzie Hubertowi tradycyjnie nie dano chleba ze smalcem - cóż.


Później przenieśliśmy się do Zmierzchu do Świtu, które jak trafnie zauważył Yacine otwarte jest od zmierzchu do świtu, gdy został zapytany o godziny otwarcia. Ta noc szybko zleciała, a nawet zdążył rozpocząć się nowy dzień. Na nieszczęście Huberta, który miał rano betony.
W związku z tym , gdy z GaBoo odespałyśmy udałyśmy się na lans w stronę kredek. (serdecznie pragniemy pozdrowić zajebistego Pana Przewodnika)
Yh, a wieczorem Pracownia i Frytka Party oraz whiskey z złym urokiem ( to wszytko przez tą wstążkę złowrogą) Nigdy nie sądziłam , że można mieć tyle zacięcia , żeby obrać, pokroić i usmażyć ok.7 kg ziemniaków. Chłopcy może pomyślicie o pracy w stołówce szkolnej :)?

Ano i trzeba oddać hołd Gabi, która piła czystą whiskey. I powiedzmy sobie szczerze nikt nie dawał jej rady. Trzeba dodać , że Dobranocka Gieruna miała wieczorem swój odczyt, który wygłosił Yacine, ponieważ tak :P. Podumowanie : w stylu Gierka, fajne (;

A następnego dnia pakowanie, umieranie GaBoo [ale nie z powodu spożytego w nadmiarze alkoholu] i oglądanie whose line [kocham!] , a później spacer na dworzec i panika , gdy zobaczyłyśmy , że nas bus rusza. Miny nasze i chłopaków były zapewne bezcenne.Tak, tak to wszytko przez ten zły urok , który przyczynił się do tego ,że w pewnym momencie bus zgasnął , a właściwie jego silnik i ni chu chu nie chciał odpalić. Jednak ostatecznie dotarłyśmy w całości do domu , mimo , że kierowca usilnie starał się urwać koło wjeżdżając w każdą możliwą dziurę.

Całość podsumowujemy na plus.
A horoskopy z cosmo się sprawdzają. A i nie zapomnijcie pobudzać swoich nosów i sutków :)

Piona!

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Dobranocka by Gierun

Once upon a time żył sobie ktoś i to nie byle jaki ktoś, bo był to Książę we własnej osobie. Książę władał niewielkim państewkiem, które mimo to obrastało w dobrobyt i ludziom dobrze się żyło. Rzec by można, że była to kraina mlekiem i miodem płynąca. jak na ironie, tym właśnie płynęła, wiadomo, ze mleko i miód to były towary luksusowe w tych czasach i w sąsiednich księstwach nie można było ich praktycznie dostać. 

Toteż państewko Księcia było częstym celem ataków innych książąt. Nasz Książę jednak radził sobie z tym doskonale, albowiem posiadał supermoce. Potrafił przenosić wielkie przedmioty siłą samej woli, a przy dodatkowym użyciu siły mięśni to niezły wprost rozkurwiacz był.

Aż pewnego dnia nad księstwem pojawił się SMOK!

Smok ten przybył nie wiadomo skąd - powszechnie uważano, ze te stworzenia już nie istnieją, odkąd Książę  zjadł ostatniego na kolacje. Poczwara musiała usłyszeć o przemysłowych ilościach mleka i miodu, stąd pewnie jej obecność. Księcia to nie zmartwiło - nie jednego smoka już w życiu ubił, wiec i z tym kłopotu być nie powinno. Przywdział swa mithrilowa zbroje, przypasał swój piękny, lśniący miecz i stawić czoła bestii wyruszył.

Gdy stanęli twarzą w twarz, lub w twarzą w pysk jak kto woli, smok rzekł do Księcia:
 "Jestem zaczarowanym poborca podatkowym! Posiadasz nielegalna wytwornie mleka i miodu i nie płacisz podatków!" Na co Książę się roześmiał i odpowiedział, że przecież on tu rządzi, wiec nie ma komu tych podatków płacić.

Smok wzruszył swoimi wielkimi ramionami i sprostował, ze wszystkie księstwa od zarania dziejów podlegają złemu czarnoksiężnikowi, który karze sobie płacić sute daniny. A że Książę nie płacił, to ten postanowił go ukarać. 

Książę zaśmiał się jeszcze głośniej. Wytężył umysł, napiął mięśnie i posłał w kierunku smoka wiązkę energii tak silna, ze nie jeden zamek by od tego upadł. Aaale bestia była to wyjątkowa - Czarnoksiężnik rzucając urok na poborce podatkowego przewidział, że Książę będzie stawiał opór i przygotował coś naprawdę wyjątkowego. Smok był odporny na magie, co bystry Książę szybko zauważył.

Wyjął z pochwy więc swój piękny miecz, wywinął parę młynków i krzyczą rozmaite obelgi, ruszył biegiem na przeciwnika. I znowu doznał zawodu - miecz się stępił, skóra smoka zaś była ledwie draśnięta. Bestia ziewnęła. Zamachnęła się swym potężnym ogonem i przylutowała Księciu prosto w oblicze. Bohater upadł natychmiast i nie spieszno mu było do podniesienia się.

Wtem, zza horyzontu rozległ się dźwięk rogu. Smok był wielce zdziwiony, bo poza Księciem nikt w tym księstwie nie był w stanie stawić mu czoła - kogo wiec pojebało na tyle, żeby tutaj przyjeżdżać. Wkrótce dane było mu przekonać się kogo.

Galopująca biała klacz niosła na sobie niewiastę. Była ona tak śliczna, ze smokowi płomień ugrzązł w gardle.
Była ona prawdopodobnie nie z tego księstwa, albowiem była brunetka - a wiadomo, ze w krainie z mlekiem i miodem są same Szwedki. A zatem - Amazonka!

Klacz była coraz bliżej, i wtedy smok się przyjrzał- Amazonka trzymała w reku mały flakonik z podejrzana fioletowa cieczą. Zaczarowany poborca znał tą ciecz - zły Czarnoksiężnik używał jej po ukończonej misji, by ten mógł do swej ludzkiej postaci i być uwieziony na powrót w celi, gdzie żył jak pies. Amazonka wykonała potężny zamach i rzuciła flakonikiem w smoka.

I nagle PUFF!

Olbrzymie pokryte łuskami cielsko zaczęło się kurczyć i tracić swój blask. Gad zniknął dość szybko pozostawiając nieprzytomnego poborce na trawie. Jeno ogon się nie skurczył, ale to było przekleństwo, z którym poborca nauczył się żyć.

Amazonka zsiadła z klaczy, podeszła do poborcy i uderzyła go w twarz.Ten się ocknął, krzyknął jakiesś niezrozumiale, acz na pewno plugawe, słowo i wstał.

Było jeno ostre rzniecie - tak, jak to Amazonki maja w zwyczaju.

ale o tym nie musicie juz wiedziec...
KONIEC